Boże, chroń nas przed przyjaciółmi…

Zmarnowałem 6 lat… Moich sześć, młodzieńczych lat. Ale może od początku.

Byłem ze swoją ukochaną od czasów liceum. Po studiach zamieszkaliśmy razem. Na początku mieliśmy mały problem ze znalezieniem dobrej pracy, ale w końcu to się zmieniło. Zacząłem piąć się po szczeblach kariery, by móc zarobić na tyle dużo, aby spełnić największe marzenie mojej ukochanej – kupić domek nad jeziorem.

Początkowo wszystko szło dobrze, lecz po jakimś czasie zaczęła narzeka, że spędza w domu sama zbyt dużo czasu, że tęskni. Oczywiście rozumiałem to, ale z drugiej strony robiłem to głównie dla niej. Pytałem często o radę mojego najlepszego przyjaciela. On zawsze miał lepsze powodzenie w związkach ode mnie. Poradził mi, żebym zajął ją czymś. Tak też zrobiłem. Kiedy tylko mogłem zapewniałem jej rozrywki – kino, kolacje, spotkania z przyjaciółmi, domówki. Bardzo to lubiła, byłem z tego powodu szczęśliwy. Do czasu. Do czasu kiedy na jednej z domówek nie przyłapałem jej w ogrodzie na zdradzie z… moim najlepszym przyjacielem! Ten gad jadowity wykorzystał fakt, że nie ma mnie przy mej ukochanej. Cóż… Teraz nie mam ani kobiety ani przyjaciela. I dobrze. Bo lepiej nie mieć przyjaciół, niż mieć jedynie fałszywe twarze.

Nadesłał nasz czytelnik chcący zachować anonimowość